wtorek, 25 maja 2010

Smutek i nadzieja



Smutek i nadzieja...

Po piaszczystej drodze szla niziutka staruszka. Mimo tego, że była już bardzo stara szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, ze prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesna istota i zapytała:
-Kim jesteś?
Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:
- Ja? ... Nazywają mnie smutkiem
- Ach! Smutek! - zawołała staruszka z taka radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
- Znasz mnie? - zapytał smutek niedowierzająco.
- Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
- Tak sadzisz... - zdziwił się smutek - to dlaczego nie uciekasz przede mną. Nie boisz się?
- A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, ze potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?
- Ja... jestem smutny. - odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego.
Smutny jesteś... - powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. - A co Cie tak bardzo zasmuciło?
Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.
- Ach... wiesz... - zaczął powoli i z namysłem - najgorsze jest to, ze nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boja się mnie jak morowej zarazy. - I znowu westchnął. - Wiesz..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią : tra la la la, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyna wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności.
- Masz rację - potwierdziła staruszka - ja tez często widuje takich ludzi.
Smutek jeszcze bardziej się skurczył.
- Przecież ja tylko chce pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, ze dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wola zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia. - Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem. Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
- Płacz, płacz smutku. - wyszeptała czule. - Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cie nie pokona.
Smutek nagle przestał płakać. Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
- Ale... ale kim Ty właściwie jesteś?
- Ja? - zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko jak małe dziecko

- JA JESTEM NADZIEJA!

(autor nieznany)

5 komentarzy:

  1. Piekne to opowiadanie. Przeczytałam aż 2 razy i zadumałam się na chwilke. Przez ostatnie lata smutek mi towarzyszył bardzo często. Moi rodzice zmarli bardzo młodo póżniej moja najukochańsza teściowa i wiele bliskich mi ludzi i ten smutek był cały czas ale zawsze przychodziła ta nadzieja że to co sie dzieje obok nas nie dzieje sie bez przyczyny . Nawet smierc bliskiej osoby budzi w nas nadzieje. Coś sie kńczy a coś zaczyna . Śmierć rodziców jest bardzo wielką tragedią dla dziecka. Pisze to wszystko bo jutro jest dzień matki, a ja nie mam już komu złozyć życzeń . Pójdę jutro na cmętarz zaniosę kwiaty i zapale znicza i bede mieć nadzieję że tam w niebie ONI wszyscy mają lepsze życie niż tu na ziemi.
    Danka

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutek juz od pewnego czasu jest moim towarzyszem, a nadzieja, przynam ze wpada tylko czasami z krociutka wizyta...
    Piekna opowiesc, dziekuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli smutek i nadzieja chodzą parami , to tylko się cieszyć :) Rzeczywiście, kiedy zdarza mi się moment smutku , zawsze pojawia się promyczek nadziei i cała moc smutku jakby traci na sile. Opowieść jest głęboko Prawdziwa. Danusiu, każdy z nas doświadcza straty, ja nie mam ojca , straciłam go wiele lat temu. Dzień Matki przypomni nam o tym , że same jesteśmy matkami i zawsze możemy złożyć życzenia osobie która nam naszą matkę przypomina. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń